Kategorie: Wszystkie | Bajki | Ciekawe | Gry | Myśli | Obrazy | Pamiętnik | Poezje | Porady
RSS
poniedziałek, 27 września 2010


    Dziś przeprowadzka, a podróż już jutro. Przeprowadzka o jakieś 2 kilometry dalej, ale podróż znów na inny kontynent. Dokładniej północno wschodnia część „hameryki” nad jezioro Ontario.

Jak zatem łatwo jest się domyślić zajęty jestem i to dlatego mało publikuję.

sobota, 06 marca 2010

Pewna kultura ma dość specyficzne podejście do snów. Ich zdaniem każdy człowiek ma w życiu jeden sen, który opowiada o całym jego życiu. Ponoć jest to sen który pozostaje w pamięci na całe życie w przeciwieństwie do wszystkich poprzednich, które to znikają z naszej pamięci szybciej lub wolniej.
Dawno temu miałem w swoim życiu taki sen, który pamiętam do dziś. Wchodziłem w nim na wierzę mozolnie się starając wejść, bo na szczycie wierzy był mój cel. Kiedy zaś dotarłem do szczytu wierzy, była tam uwięziona wspaniała i piękna dziewczyna. Wiedziałem, że to moja wybranka i przyszedłem ją uwolnić. Chwyciłem ją więc za rękę i chciałem wyjść. Odwróciliśmy się do drzwi i kiedy je otworzyliśmy wpadła do środka brzydka stara baba, która z krzykiem zaczęła mnie odpędzać od dziewczyny. Odpędzała mnie i krzyczała do chwili kiedy wypchnęła mnie za okno. Zacząłem spadać. Spadłem do fosy która była u stóp wieży i była pełna obrzydliwie brudnej wody, pełnej różnego rodzaju śmieci. Pęd upadku pchał mnie na dno fosy, ale sprytnym ruchem pływaka i z całych sił wyciągałem ów pęd z powrotem ku górze. Kiedy już praktycznie zmieniłem kierunek przede mną pojawiło się pochyłe dno fosy na którym leżał jakiś patyk. Odbiłem się jedną ręką od tego dna i wystrzeliłem ku górze z olbrzymim pędem. Leciałem do góry niczym wystrzelony z katapulty, minąłem okno komnaty w którym stała moja wybranka i tylko zdążyłem jej pomachać i powiedzieć “Mogłaś skakać ze mną” i poleciałem ku chmurom. Zatrzymałem się na jednej z pierwszych chmur i przysiadłem sobie na niej przyglądając się dziewczynie tęskno wyglądającej z okna. Jednak ona pomimo, że cały czas była w moim sercu i całkowicie zawładnęła moimi myślami, przestała mnie interesować. Interesowała mnie jedyna rzecz, która była bardziej fascynującym zjawiskiem od niej samej. Zjawiskiem tym był bowiem lot jakiego przed chwilą dokonałem i zatrzymanie się na chmurze. Postanowiłem spróbować ponownie unieść się do góry i znów wystrzeliłem do lotu niczym pocisk. Poleciałem na kolejną chmurę na której przysiadłem na trochę dłużej i zacząłem się przyglądać światu i ludziom pode mną. Jednak z tej chmury tez poleciałem ku górze i zatrzymałem się na kolejnej chmurze. Powtarzałem taki lot kilkukrotnie, aż w końcu pod sobą nie widziałem już praktycznie nic oprócz chmur. Wieża również zniknęła mi z pola widzenia. Poczułem się wyjątkowo samotny i coś tchnęło mnie, żeby skoczyć za ową dziewczyną którą przecież zostawiłem w owej wierzy. Skoczyłem w dół samemu nie wiedząc czy równie dobrze będzie szło mi z lotem w tym kierunku. ...zaraz po skoku się obudziłem.

Jak się to ma do mojego życia? ...hm chyba wiem już czym był ów patyk na dnie fosy i kim była owa wybranka w wierzy, i nawet kim była stara brzydka kobieta, która wypchnęła mnie z okna. Jedyne czego nie wiem to czy w tej chwili lecę ku górze, czy może już na dół? Oczywiście zakładając, że owa kultura miała rację patykiem jest pewna rzeźba w kawałku dębu jaką zrobiłem. Rzeźba jest teraz w Warszawie, w posiadaniu pewnej osoby, która bardzo wiele mi pomogła przypominając mi o mojej wartości, o tym jak wspaniałym jestem człowiekiem. hehe  jak my wszyscy i musimy o tym pamiętać!!!

Może jednak to tylko mara senna i tak na prawdę w realnym świecie moja wybranka poleci za mną, pójdzie moją drogą trzymając mnie za rękę jak tylko będzie potrzebowała wsparcia, albo jak tylko ja będę tego potrzebował. Przecież moja ukochana kocha mnie tak jak i ja ją, więc zrobi wszystko co w jej mocy i będzie ze mną żyć długo i bardzo szczęśliwie w obrzydliwym wręcz bogactwie, a i mądrość i szczęście będziemy wśród ludzi rozsiewać.
Hehehe... chyba przesadziłem, co? ...i brzmi to jak jakaś bajka. Cóż zobaczymy...

 

...cdn...

Tagi: bajki sen
15:47, lindeczek , Pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 marca 2010

Zahir -Pojęcie Zahir (arab. ظاهِر) pochodzi z tradycji islamskiej i jest datowane na XVIII wiek. Zahir w języku arabskim znaczy widoczny, obecny, niemogący ujść uwagi. Może to być istota lub przedmiot. Gdy napotkamy go na swej drodze, zacznie on zajmować nasz umysł, aż opanuje go w pełni. Wówczas nie będziemy w stanie myśleć o niczym innym. Uznaje się to za oznakę świętości bądź szaleństwa. Zahir jest również utożsamiany z demonem opętania.
Jest to definicja jaką można znaleźć w wikipedii o tu
Zaznaczam tylko, że żaden ze mnie fanatyk religijny i przytaczam tu tylko znaczenie słowa w związku z książką. Mogę wręcz powiedzieć, że przeciwnie różne religie w moim mniemaniu wystarczająco często służyły usprawiedliwianiu przelewu krwi i wielu innych świństw.

"Zahir" jest również tytułem książki autorstwa Paulo Coelho. Książki która obudziła we mnie wiele wspomnień, myśli i pytań które odganiałem od siebie, choć powracały. Powracały praktycznie każdego jednego dnia. Napisałbym coś na temat tej książki, ale tylko zacytuję recenzję jednej z czytelniczek:
"...
moje doświadczenia z cząstką twórczości Paulo Coelho, na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że podziwiam jego niezaprzeczalny styl i kunszt pisarski, oraz urodę niektórych zdań, uważam jednak, że to za mało bym mogła uznać „Zahira” za dzieło literatury, godne tylu zachwytów ilu otrzymał..."
Polecam przeczytać całą tę recenzję, którą znalazłem na serwisie Shvoong pod tytułem "Zahir", który nie jest Zahirem, ponieważ przedstawia dość obiektywnie tego pisarza. Ja osobiście zgadzam się ze słowami autorki i mogę jedynie dodać, że sława tego autora często oparta jest na czystej potrzebie. Poczytność książek Paulo Coelho moim zdaniem jest wynikiem czystego popytu na porady w trudnych sytuacjach, na zrozumienie jakie wykazuje autor względem wielu pokręconych sytuacji. Jedyną różnicą w stosunku do powyższej recenzji może być moje stwierdzenie, że autor taki jak Paulo Coelho był bardzo potrzebny wraz ze swoimi pięknymi i wzniosłymi słowami. Dzięki jego twórczości ludzie znów zaczęli czytać książki, znów zaczęli szukać w książkach porad, znów chcą chwilami przenieść się w ten piękny świat magii, czasem znów zaczynali wierzyć.

Ja zrozumiałem co lub raczej kto jest moim zahirem. Książka pięknie się kończy, ale cóż... to tylko książka i w niej wszystko jest możliwe. Prawdziwy świat rządzi się troszke innymi prawami.
Jednak to było bardzo miłe zobaczyć jej zdjęcie pomimo, że takie malutkie.
Piękna jest jeszcze bardziej.

...eh pomarzyć sobie można, prawda?
wtorek, 02 marca 2010
     Coraz rzadziej, ale wciąż bywają takie chwile. Myślę i przypominam sobie o swoich marzeniach. Jakże daleko odbiegłem od ich spełnienia, jak dziwnie zagoniło mnie życie w ślepy róg. Jestem tylko malutką mróweczką, bez jakiegokolwiek znaczenia dla świata, a przecież tak kiedyś chciałem być kimś ważnym, kimś istotnym, kimś kto będzie zmieniał bieg historii, porywał ludzi do działania, dodawał ludziom otuchy, tworzył coś wspaniałego, będę aktorem nagrodzonym oskarami, będę wzorem dla innych, będę lubiany przez wszystkich, będę kochany i szczęśliwy, będę miał wspaniałą rodzinę i piękną, cudowną żonę w której będę zakochany po uszy, będę bogaty i tak dalej. Jak to marzą mali chłopcy przed zaśnięciem. Tymczasem okazało się, że ...nie byłem. Jedyne co będzie można o mnie powiedzieć to właśnie to "nie był"
Chwilami czuję się jak taki chodzący zombi. Te słowa mogą być przykre dla kilku osób z mojego otoczenia, ale nic na to nie poradzę... chwilami po prostu tak mam.
Chwilami zdaję sobie sprawę ze swojej ulotności i z tego, że to wszystko o czym marzyłem (marzę?) jest niemożliwe, że nigdy w życiu nie zrealizują się moje wydumane marzenia.
Chwilami zdaję sobie sprawę, że kiedyś miałem zapał by starać się i dążyć do tych marzeń, ale dziś...
Dziś nadeszła ta chwila, kiedy przypomniałem sobie, że potrafiłem chcieć

....a wszystko przez "Zahir" P.C. którego chyba jednak nie przeczytam

Idę spać, jutro będzie kolejny dzień kiedy będę mógł sobie powspominać swoje marzenia, a może będzie po prostu kolejny dzień ...eh oby.
czwartek, 28 maja 2009


    Blogi w większości przypadków pełnią funkcję pamiętników lub zapisków różnego rodzaju. Ja piszę już od wielu lat i postanowiłem w pewien sposób opublikować swoje zapiski, które przyjmowały różnoraką formę. Część z tych zapisków znajdziecie w kategorii Pamiętnikowo
    Prowadzenie tego bloga pomogło mi i mam nadzieje, że Tobie również pomoże odkryć i zrozumieć dobre chwile. Poniżej znajdziecie wpis z początków tego bloga. Pisałem go będąc wyjątkowo smutny. Dziś mogę powiedzieć, że sam nie wiem jak, ale pomógł mi i kilku innym ludziom (może po prostu szczerością?).
Przyjemnej lektury i zapraszam na nowe strony, czyli blog KfK.





Kontakt
 
mail: lindeczek(at)gazeta.pl


  

środa, 23 stycznia 2008

 

Był sobie Królewicz który jako młody chłopiec stracił ojca. Wkrótce po tym wraz ze swoją matką i rodzeństwem został wygnany z królestwa. Jego dzieciństwo było usłane różami po których musiał chodzić i wcale nie było to miłe. Miał stale poranione stopy, ale nauczył się dzięki temu iść przed siebie nie zważając na swoje niedole i bóle. Nauczyło go to również, że coś co pięknie świeci nie koniecznie musi być złotem. Borykał się dzielnie z przeciwnościami losu, bo miał kilka marzeń o które walczył niczym lew. Nie była to jednak walka na szpady, czy miecze, albo pięści. Musiał stawiać czoła samemu sobie. Chciał być wspaniałym człowiekiem, bo jednym z jego marzeń było bycie kochanym przez wspaniałą kobietę o której nawet nie śnił. Dal tego marzenia zaczął stawać się z roku na rok coraz to lepszym. Nauczył się wyrozumiałości i cierpliwości, nauczył się nawet gotować. Stale walczył ze swoimi wadami tylko dla tego jednego marzenia w którego spełnienie wierzył całym swoim sercem. Kiedy już wyrósł na mądrego i dzielnego młodzieńca jego serce zaczęło poszukiwania tej nieopisanie wspaniałej. Wiele razy poniósł porażkę i został oszukany, poznawał ludzi i uczył się oddzielać ziarno od plew wśród ludzi którzy go otaczali. Długo trwał przy swoich dążeniach. Wytrwale poszukiwał swej wybranki wciąż znajdując w sobie ufność i nadzieję. W miedzy czasie zdążył wyrosnąć na mężczyznę, a w jego poszukiwania nie odnosiły żadnych efektów. Pewnego dnia kiedy nagle utracił kompletnie wszystko postanowił zostać sam. Zrezygnował ze swoich poszukiwań, postanowił choć pracować i nadal żyć, choć jego życie stało się puste. Stracił wspaniałą posadę jednocześnie będąc oszukanym. Niefortunnym zbiegiem okoliczności został wydalony z uczelni, a z braku pieniędzy nie mógł sobie pozwolić na powrót i ukończenie studiów. Odnalazł sens życia w pomaganiu innym ludziom wspierając ich w trudnych chwilach. Przestał przejmować się sobą i swoimi dążeniami. Z czasem zapomniał o nich. Jednak tak głęboko zakorzenione marzenia nie mogły pozwolić mu spokojnie żyć. Pewnego razu kiedy wraz ze swym towarzyszem poznał pewne młode damy i starał się pomóc swojemu przyjacielowi zbliżyć się do jednej z nich ona wyznała mu, że go kocha. Starał się jej tłumaczyć, że on nie jest dla niej, że nie jest dla żadnej kobiety, że utracił wiarę w miłość. Ona jednak nie ustępowała. Starała się możliwie jak najczęściej przebywać w jego towarzystwie. Pewnego dnia kiedy razem spędzili miły wieczór ona chwyciła jego rękę i wtedy Królewicz stracił dla niej serce. Zrozumiał wtedy czym jest miłość, stał się znów sobą i znów zaczął żyć pełną piersią. Jednak nie dane im było radować się  sobą przez dłuższy czas. Rodzice ukochanej Królewicza zmusili ją do odejścia od niego, co zrobiła pomimo tego co sama chciała i co czuła. Próbowała mu powiedzieć dlaczego tak robi, ale nie miała odwagi tłumaczyć mu co się stało i skąd ta jej decyzja. Odeszła.

Królewicz choć nadal żył to tego samego dnia umarło w nim coś bezpowrotnie i już nigdy w życiu nie danym mu było być w pełni szczęśliwym. Przez ponad pół roku snuł się niczym cień po ulicach swojego miasta upijając się i zastanawiając się jaką śmierć powinien wybrać. Jednak kochał ja tak bardzo, że doszedł do wniosku, że nie może obarczać jej swoją śmiercią. Gdzieś w zakamarkach jego zapijaczonej wtedy duszy przycupnęła wiara w to, że ona go jednak kochała, że cos jej nie pozwoliło z nim być. Łudził się czasem, że jeszcze kiedyś będą szczęśliwi razem. Pomogło mu to przestać pić, znaleźć jakąś pracę i z wolna układać swoje życie. Znów zaczął pomagać innym, choć był całkiem innym już człowiekiem. Zatracił radość. Uśmiech pojawiał się na jego twarzy bardzo rzadko i na krótką chwilkę.

Pewnego dnia zdobył się na odwagę, żeby zadzwonić do swojej ukochanej o której myślał każdego dnia. Miło im się rozmawiało i od tego dnia rozmawiali coraz częściej. Pewnego dnia kiedy do niej zadzwonił ona jechała do niego zrobić mu niespodziankę, bo wiedziała jak bardzo ucieszy się na jej widok. Tak też było. Kiedy uścisnęli się Królewicz zdał sobie sprawę jak bardzo ją kocha i zrozumiał, że to uczucie będzie mu już towarzyszyć przez całe jego życie. Początkowo pomyślał, że ona chce znów być blisko niego, ale jej zachowanie nie pozostawiało najmniejszych wątpliwości. Jasno dawała mu do zrozumienia, że to nie jest możliwym by byli razem. Odjechała. Po kilku dniach zadzwoniła do niego krótko mu mówiąc, że chciałaby z nim porozmawiać. Następnego dnia Królewicz udał się w podróż do niej. Pojechał z myślą, że tylko z nią porozmawia, bo ona go potrzebuje i bardzo go to ucieszyło, jednak okazało się, że został u niej na ponad miesiąc czasu. To był najwspanialszy czas w jego życiu. Kilka tygodni zaledwie kiedy czasem musiał się ukrywać, a czasem brakowało im nawet na chleb. Królewicz zaczął poszukiwać pracy, żeby móc być bliżej niej i żeby móc jakoś wspomóc jej oderwać się od zaborczych rodziców. Znalazł pracę i pojechał do swojego domu po swoje ubrania i niezbędne rzeczy, a kiedy wrócił usłyszał od niej, że ona go już nie kocha. Słowa które mówiła były jak pociski. Pojedyncze i proste zabijały go ponownie. Kompletnie byłby skołowany gdyby nie fakt, że przed przyjazdem do swojej ukochanej odbył dość wiele rozmów z psychologami, bo obawiał się, że zwariował i stracił rozum w czasie kiedy upijał się co było do niego nie podobnym. Usłyszał wtedy, że z nim jest wszystko w porządku, bo każdy na jego miejscu zachowywał by się podobnie natomiast z nią jest coś nie tak jak być powinno. Przecież kiedy kogoś kochamy to staramy się być jak najlepsi dla tej osoby, staramy się za wszelką cenę być jak najbliżej, a ona robiła wręcz odwrotnie. Tym razem znów zrobiła tak samo. Pozwoliła mu uwierzyć, że go kocha a kiedy on już zaufał jej całkowicie ona odtrąciła go niczym skórkę od zjedzonego banana. Tak właśnie poczuł się Królewicz. Prosił ją i błagał, namawiał... choć wiedział, że jest to kompletnie bezsensowne. Nic tym nie osiągnął. Wygoniła go wręcz. Następnego dnia rano pojechał z powrotem do swojego domu. Zdruzgotany starał się wierzyć w to, że jest sens w dalszym życiu. Jednak miał zbyt mało energii by sprostać ciągłym wymaganiom i choć przez kolejne półtora roku starał się jakoś dojść do siebie i obudzić dawnego Królewicza pełnego wiary to nic mu z tego nie wyszło. Zrozumiał jak słabym jest człowiekiem i jak bardzo potrzebuje swojej ukochanej. Tej o której marzył, a może tej którą pokochał? Był kompletnie skołowany i sam już nie wiedział co jest właściwe, a co nie. Tymczasem goniły go jego zobowiązania i jedynie utwierdzały go w przekonaniu, że powinien być sam. Nie chciał już poznawać ludzi, a kobiet się bał. Przestał ufać komukolwiek. Stał się wrakiem i choć wyglądał całkiem dobrze, to wewnątrz był w strzępach. Tym razem nie potrafił się pozbierać z tego wszystkiego co go spotkało. Był tylko zwykłym Królewiczem, który był zbyt słaby na to by stawiać samemu czoła całemu światu.

W trakcie tego czasu poznał wielu ludzi którzy podobnie jak on borykali się z takimi samymi problemami i starali się nadal żyć, próbowali wierzyć w sens kolejnych dni. Pomagał im kiedy tego potrzebowali i oni nie pozostawali mu dłużnymi i bardzo mu pomogli. Uśmiechać się i patrzeć z radością na tych którym się udało i wiosennymi dniami chadzali trzymając się za ręce. Zaczął nawet wierzyć, że może któregoś dnia spotka tak wspaniałą kobietę, że wszystko co było stanie się mało ważnym. Zrozumiał też, że nie jest istotnym to co się stało czy to co ktoś zrobił względem niego, ale to co on sam czuł i to co on sam zrobił i jaki był. Poznał też pewną dziewczynkę, która umierała. Była ciężko chora i pozostało jej zaledwie kilka lat życia. Stali się przyjaciółmi choć nie widzieli się ani razu na co pozwalała technologia ówczesnych czasów.

Półtora roku to dość krótko, ale dla banku już kilka miesięcy stanowiło olbrzymia różnicę i w końcu Królewicz stanął u progu bankructwa. Poddał się. Pomimo tego, że nadal wciąż miał nadzieję na szczęśliwy koniec zdał sobie sprawę z tego, że to tylko jego mrzonki. Tak wiele razy w swoim życiu miał nadzieję, która utrzymywała go przy życiu i za każdym razem okazywało się, że nie powinien w nią wierzyć. Dlatego Królewicz postanowił odebrać sobie życie. Odejść ze świata który absolutnie go nie chciał, który wciąż go ranił, który pozostawił go samemu sobie.

Odbierając sobie życie Królewicz poprosił Boga o to, by wybaczył mu to co czyni i wszelkie jego winy, ale błagał go jednocześnie, żeby mógł być Aniołem dla tych którzy będą potrzebowali wsparcia tak jak on go potrzebował wiele razy w swoim życiu i zawsze był sam. Zamknął oczy...

Kiedy Królewicz otwierał oczy miał już skrzydła i mógł latać. Zobaczył jak nieliczni tęsknili za nim, jak najbliżsi płakali na jego pogrzebie i zobaczył tez jak żyją dalej, bo przecież nic strasznego się nie stało. Odszedł tylko taki sobie zwykły Królewicz, który nawet nie był całkiem Królewiczem.

Spełniła się jego prośba i zawsze był obok kogoś kto go potrzebował, poznał wiele Aniołów stróżów i oni go polubili, bo on zawsze wiedział co zrobić, a psotnik z niego był olbrzymi. Wiedział jaki żarcik zrobić komuś kto miał smutną minę i jak podstawić nogę komuś kto chciał zrobić jakieś głupstwo, albo jak pchnąć nieśmiałego i smutnego kochanka we właściwą stronę.

Zaglądał często do swojej ukochanej względem której czuł się winien największego grzechu, bo opuścił ją choć tego bardzo nie chciał.

Pierwszą jego podopieczną była jego przyjaciółka, którą tulił do snu każdego dnia i każdego dnia z samego rana posyłał jej Anielski pocałunek, a ona kiedy go dostawała uśmiechała się promiennie samej nie wiedząc skąd bierze się ten jej uśmiech poranny. Był przy niej kiedy nadszedł jej czas i trzymał ją za rękę.

Dlatego pamiętajcie, że nie jesteście sami. W każdej chwili kiedy tego potrzebujecie jest ktoś obok was. Ktoś kto wam pomoże jeśli tylko mu na to pozwolicie.

Skąd ja to wszystko wiem?

Jestem Królewiczem... takim zwykłym Królewiczem który nie całkiem jest Królewiczem.

M.Ł. 03.05.2006

Tagi: bajki
19:11, lindeczek , Bajki
Link Komentarze (4) »
sobota, 19 stycznia 2008

Jestem :)

czwartek, 19 lipca 2007

Zniknąłem, a teraz pożegnawszy się odchodzę jak na Księcia przystało.

Będzie co ma być i stanie się co ma się stać...


Nie martwcie się o mnie, bo przecież - będzie dobrze.

1 ... 6 , 7 , 8
 
Tagi






Internetowa Telewizja





AUTOR
Mariusz Łokietek



Lindeczek na Youtube
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...